rotating_baner

poniedziałek, 11 listopada 2013

A maluch nic

Na początek może parę słów na temat tajfunu Haiyan. No cóż trochę nam drań popsuje pogodę, jutro ma się ochłodzić do 29 stopni i nawet coś wieczorem ma popadać. W sumie to dobrze, bo dzisiaj na łódce to trochę słońce nas spiekło. Jak pisaliśmy wczoraj dzisiaj była wycieczka za około 60 zł od osoby z lokalnego biura podróży, których tu pełno do Buddha Cave, a potem do wodospadów Kuang Si. Bardzo udany dzień. Najpierw był rejs łodzią około 2 godziny w górę rzeki Mekong do jaskiń, gdzie okoliczna ludność od kilkuset lat znosi posągi Buddy. Jest ich tam już ponoć 4 tysiące. Dla samego rejsu po rzece warto, cudowne widoki. Mekong zachwycony Łukaszem, a Łukasz nic sobie z tego nie robił tylko albo spał, albo usiłował za wszelką cenę ugryźć burtę łodzi.



Nie zabrakło też świątyni buddyjskiej, którą widzieliśmy po drodze podczas krótkiego postoju w Whisky Village, czyli takiej pokazowej cepelii dla turystów, gdzie można kupić np. wódkę z jakimś wężem w butelce. Świątynie za to mają fajną.



Drugi punkt dnia to wodospady i tu wielka szkoda, że na miejscu mieliśmy tylko 1.5 godziny czasu, bo wodospady robią wrażenie, a szczególnie ich otoczenie w postaci niesamowicie bujnej przyrody. Kuang Si chyba nawet ładniejsze niż wodospady w parku Erewan, które widzieliśmy w Tajlandii. Właśnie ze względu na tropikalny las dookoła.



Wracając z wodospadów w programie była jeszcze wizyta w wiosce, której nazwy nie pamiętamy. Tutaj wszyscy chcieli nam coś sprzedać, a ponieważ bieda taka w tej wiosce, że aż piszczy to głupio było czegoś nie kupić. Tak więc do inwentarza w plecaku musimy dodać małą szmacianą lalkę w laotańskim (mamy nadzieję) stroju. Handlem zajmują się głównie dzieci, niektóre nawet bardzo ładnie ubrane.



Jutro pora na zwiedzanie Pałacu Królewskiego, w końcu Luang Prabang to była stolica Laosu. A jak się nam uda wstać to jeszcze chcemy zobaczyć poranną procesję mnichów po jałmużnę, ale o tym to jutro.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza