rotating_baner

niedziela, 10 listopada 2013

Wat Xieng Thong

O dziwo kiedy rano wyszliśmy z hotelu około 10 było zimno, czyli tak pewnie z 27 stopni. Przyjemna pogoda. Jedną z największych atrakcji Luang Prabang buddyjski klasztor Wat Xieng Thong mamy prawie po sąsiedzku. Główna świątynia została zbudowana w 1560 roku i jako jedyna nie została w 19 wieku splądrowana przez Chińczyków. Jest tam też wielki królewski wóz pogrzebowy użyty w 1961 roku, nie jest tak wspaniały jak te w muzeum w Bangkoku, ale i tak robi duże wrażenie.



Jak widać Łukasz nie próżnuje i podczas zwiedzania klasztoru zdążył zauroczyć grupę Laotanek. Tego dnia zajrzeliśmy jeszcze do muzeum etnograficznego, ale nie polecamy. Raptem dwie sale, szkoda czasu. No i w zasadzie to tyle na dzisiaj, ze zwiedzania. Resztę dnia albo przespaliśmy, albo spędziliśmy na włóczeniu się po nocnym targu.



Na noc kupiliśmy sobie wiąchę czegoś co jedzą tu prawie wszystkie kobiety na targu, a smakuje trochę jak połączenie orzeszków z zielonym groszkiem. Do chrupania w sam raz.



Jak się okazuje i w Luang Prabang można tanio i dobrze zjeść. W pobliżu nocnego targu rozkładają się stoiska gdzie dostaje się talerz i za 4zł można go napełnić różnymi dowolnie wybranymi potrawami. Je się to tylko pałeczkami, więc sprawność w ich posługiwaniu wysoce wskazana zwłaszcza jak się wybierze jak Aga do jedzenia drobny makaron kolanka. Jutro w planach rejs po Mekongu i kąpiel w wodospadach Kouang Si.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza