rotating_baner

środa, 17 października 2018

Corcovado - koszmar turysty

W końcu trafiamy na okno pogodowe. Mamy jeden, jedyny dzień podczas naszego 6-dniowego pobytu w Rio kiedy przez większość dnia nie ma praktycznie zachmurzenia. Można iść wtedy na plażę z czego sporo ludzi korzysta i Copacabana pęka w szwach, ale można też zmierzyć się z obowiązkowymi atrakcjami Rio.


niedziela, 14 października 2018

Cidade maravilhosa

Tomek - czyli nasz najmłodszy, zdecydowanie zwycięża w naszym osobistym rankingu dzieci, z którymi najłatwiej lata się na długie dystanse. Nie dość, że jako jedyny z całej trójki daje się odłożyć do kołyski, to jeszcze przesypia w niej prawie cały 11 godzinny lot do Rio. W dobrym nastroju i z bojowym nastawieniem witamy brazylijskią ziemię o 5 rano czasu lokalnego.
Rio również nam się odwdzięcza i wita nas przyjemną temperaturą ponad 30 stopni. Po chłodnym Paryżu to perfekcyjna odmiana. Zapoznajemy się z najbliższą okolicą, a ona z nami. Wniosek może być tylko jeden - Copacabana rządzi :)


Ciekawy patent, wąż z którego sączy się woda, by przyjemniej było dojść nad wodę 

niedziela, 7 października 2018

Paryż na rozgrzewkę

I jest, w końcu wyruszyliśmy w trzecią wyprawę. Wyjazdem z racji długości, bo to przecież prawie 3 miesiące nazwać już nie wypada. Początek wcale nie łatwy i trochę strach nas oblatuje, bo to zaledwie wylot do Paryża, a co to będzie dalej. Zwykle z Krakowa, jakoś tak się utarlo, iż wylatujemy Ryanairem, tym razem jednak mała odmiana do Paryża zabiera nas EasyJet. I w sumie byłoby nawet na plus gdyby EasyJet nie zafundował nam 50 minutowego opóźnienia, które w większości spędzamy zamknięci w autobusie tuż przy samym samolocie. Za to fotele zdecydowanie lepsze niż w Ryanair, tak więc jak na razie jest remis.




sobota, 22 września 2018

Gunung Batur

Być może trudno w to uwierzyć, ale po raz pierwszy od początku wyjazdu nasze drogi rozchodzą się. Co prawda zaledwie na około 10 godzin, ale jednak. Rozłąka przychodzi barbarzyńską porą. Pobudka godzina 2 w nocy. Środek nocy, ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Ubud wydaje się zupełnie wymarłe. Tą ciszę psuje podjeżdżająca prawie bezszelestnie Toyota (czy już wspominałem, że w Ubud prawie nie ma innych samochodów?). Ostatni rzut okiem czy wszystko na pokładzie. Sprawdzam zatem latarka jest, telefon jest, aparat fotograficzny jest, saszetka na szyję z pieniędzmi i dokumentami jest, mały plecak też na stanie. Można wsiadać. Ruszam zdobyć wielką górę wulkan Batur.

sobota, 23 grudnia 2017

I jeszcze dalej niż Ubud

Czy wspominaliśmy już, że Ubud to doskonała baza wypadowa? Co prawda w Ubud słabo o komunikację publiczną. Jeżeli już to co najwyżej dostępne są opcje transferu między miastami. Natomiast jeżeli chodzi o wycieczki po mniej lub bardziej ciekawych miejscach na wyspie to z pomocą przychodzą nam wszechobecni taksówkarze. Jest ich pełno na każdym kroku. Niestety muszę zmartwić wszystkich potencjalnych chętnych. Ceny mają ustalone między sobą i naprawdę ciężko jest coś wynegocjować. Za pół-dniową wycieczkę zapłacimy około 350000 IDR, całodniowa to już koszt około 550000 IDR. W nagrodę dostajemy podróż wygodnym, dużym samochodem. Ciekawostka prawie wszystkie to Toyoty. Dobra wracając do meritum, jesteśmy w Ubud, kulturalnej stolicy Bali, następna wycieczka zamówiona, samochód już podjechał, wszystko zapięte na ostatni guzik i za moment ruszymy. Zatem najwyższy czas zaprosić na kilka zdjęć z kolejnych atrakcji tej uroczej wyspy.