rotating_baner

czwartek, 14 lipca 2016

Viti Levu

Będąc na Bounty bardzo często patrzyliśmy na zachód. Tam gdzie wysoko ponad morze wznosiła się główna wyspa Fidżi. W czasie kiedy słońce przyjemnie ogrzewało nas promieniami, tam najczęściej kłębiły się ciemne burzowe chmury. Jak to możliwe, przecież to zaledwie kilkanaście kilometrów? U nas piękne słońce grzeje, a tam ulewa. Wtedy cieszyliśmy się jak to mamy fajnie, ale i z niepokojem patrzyliśmy w przyszłość co to będzie niedługo. Bo w końcu jednak kiedyś trzeba opuścić tą rajską wyspę. Stało się, po 8 dniach na wyspach Mamanuca z powrotem stawiamy stopy na ziemi głównej wyspy Fidżi Viti Levu. Jeszcze nie wiemy, ale już wkrótce posypie się sporo naszych planów. Oj Fidżi da się nam we znaki.

środa, 29 czerwca 2016

Góry Błękitne

Nie wiemy jak to się stało, ale przy opisywaniu naszego rendez vous z Nową Południową Walią w Australii pominęliśmy jedno znaczące miejsce. Kompletnie nie mamy pojęcia jak to się stało, bo przecież Góry Błękitne, o których mowa z pewnością nie zasługują na pominięcie. Zatem nadrabiamy zaległości i na moment z Fidżi przeniesiemy się jakieś 3500 km na południowy zachód by zapoznać się z niezwykłymi górami.

środa, 15 czerwca 2016

Mana Island

Idylla na wyspie Bounty powoli dobiega końca. Cztery noce mijają bardzo szybko. Przed jedenastą przypływa po nas łódź i zaczynamy nową przygodę tym razem na wyspie Mana. Jeszcze nie wiemy, że ten nocleg będzie się bardzo różnił od tego na Bounty. Może najpierw kilka słów o tym jak znaleźliśmy nasz nowy nocleg, bo to ciekawa historia. Będąc w Nadi recepcjonista w naszym hotelu złożył nam ofertę nie do odrzucenia: 600 fidżyjskich dolarów za cztery noce z pełnym wyżywieniem w pokoju na wyspie Mana. Oferta bardzo, ale to bardzo atrakcyjna jak na nocleg na wyspach Mamanuca. Dobra bierzemy. Zapłacić teraz się nie da, o 20 przyjedzie właściciel i wtedy będzie się dało. Faktycznie o umówionej godzinie zjawia się lekko otyły mężczyzna i każe iść za sobą. Wychodzę razem z nim z hotelu i zatrzymujemy przed zaparkowanym samochodem. Otwierają się drzwi i otyły gestem zaprasza mnie do środka. Muszę przyznać, że w tamtym momencie lekko się zawahałem. Momentalnie serce znalazło się w gardle. Jak szybko się okazało strach miał wielkie oczy. Dość szybko przeszliśmy do interesów. Kasa przeszła z ręki do ręki i po chwili trzymałem voucher z jednym zastrzeżeniem: mam go nikomu nie pokazywać, a jak coś to mówić, że rezerwowaliśmy przez internet. Do dzisiaj nie wiemy o co chodziło. Prawdopodobnie jeden wspólnik kantował drugiego.

Płyniemy na Mana, Łukasz mina coś nie tęga

wtorek, 17 maja 2016

Bounty Island

Dziewiąta rano przyjeżdża po nas człowiek samochodem do naszego hotelu. Nasz krótki epizod z rota wirusem wydaje się, że już jest za nami. Było intesywnie, ale na szczęście krótko. Dzień rekonwalescencji w pokojowym hotelu wystarczył byśmy wszyscy doszli do siebie. W każdym bądź razie uśmiechnięci pakujemy wszystkie bagaże do samochodu, mówimy 'bye, bye' miłej obsłudze hotelowej i ruszamy. Już niedługo przybędziemy na naszą pierwszą rajską wyspę. Najpierw czeka nas jednak oczekiwanie na wypłynięcie, które trochę się przeciąga, a potem jeszcze 30 minut rejsu. Bounty Island to jedna z bliżej położonych wysp od głównej wyspy Fidżi Viti Levu. Czas dotarcia liczy się w minutach, a nie w godzinach jak na np. odległe wyspy Yasawa. W końcu jest, widać skrawek ziemi, gdzie będziemy mieszkać przez najbliższe cztery dni.

środa, 11 maja 2016

U raju bram

Zanim wylądujemy u raju bram i spędzimy niezapomniane chwile w cieniu kokosowej palmy musimy zapoznać się z jednym z największych miast Fidżi. Prawie każdy turysta przebywający do tego małego wyspiarskiego państwa ląduje na lotnisku nieopodal. Obsługuje ono 95% ruchu turystycznego. Prawie wszyscy od razu uciekają do resortów, których pełno wzdłuż wybrzeża. My idziemy na przekór i na dwie noce rezerwujemy nocleg w Nadi.