rotating_baner

poniedziałek, 11 marca 2019

Iguazu - strona brazylijska

Kiedyś to musiało nadejść. Kończymy przygodę z Brazylią, ale za to zakończymy ją z przytupem! Z Rio łapiemy samolot GOL do Foz do Iguaçu. Już za chwileczkę już za momencik zobaczymy przysłowiowy "gwóźdź" naszego wyjazdu. Największe na świecie wodospady na rzece Iguazu. Ponieważ rzeka Igazu jest rzeką graniczną pomiędzy Brazylią na północy, a Argentyną na południu zwiedzanie trzeba podzielić na dwa etapy. My zapoznamy się najpierw ze stroną brazylijską. Zobaczcie jak wygląda jedno z najbardziej spektakularnych miejsc na Ziemi.




Foz do Iguaçu - przygraniczne brazylijskie miasto - okazuje się być calkiem sporym ośrodkiem. Jak podaje Wikipedia około 265 tyś mieszkańców, to całkiem sporo, zważywszy na to, że to miasto wyrosło w zasadzie w jednym celu: by obsługiwać chętnych na zwiedzenie wodospadów. Jadąc z lotniska patrzymy przez szybę na nowoczesne miasto, które niczym nie zachęca. Na szczęście nie ono jest naszym celem. Nocleg tak jak my proponujemy mieć zlokalizowany blisko dworca autobusowego. Stamtąd mamy miejskie autobusy prosto pod wodospady. Cena niewielka, kilka reali. Ten sam autobus, który jedzie na wodospady po drodze ma przystanek na lotnisku. Bardzo tania opcja, by dostać się do miasta.




Przy okazji blisko dworca znajduje się nasze odkrycie w Foz do Iguaçu: 'Churrascaria do Gaucho'. To knajpa w stylu bufet, czyli inaczej - żarcie bez limitu. Ceny w porządku, za całą naszą rodzinę z napojami wyszło około 100 reali. Bardzo dobre miejsce, by tam zawitać po powrocie z wodospadów. Ponieważ to knajpa wzorowana na argetyński styl, to jedna uwaga nie szalejcie z przekąskami z bufetu. Jak tylko usiądziecie co kilka minut będzie do Was podchodził kelner i pytał czy nie macie ochoty na trochę mięska z grila - a będzie go naprawdę wiele rodzajów. Tam próbowaliśmy też ananasa z grilla posypanego cynamonem - palce lizać! Z braku zdjęć z knajpy, będzie kolejne zdjęcie dwóch małych podróżników z plecakami. Mam nadzieję, że nie macie tego za złe.




Dobra, ale wróćmy do sedna - miało być o wodospadach. Po przyjeżdzie do parku kupujemy bilety (można płacić kartą), jeżeli są fundusze i możliwości decydujemy się na dodatkowy rejs motorówką pod wodospady. Następnie wsiadamy do autobusu i po 10 minutach jesteśmy na miejscu. Po drodze poruszenie w autobusie, przez chwilę z dżungli wychodzi na drogę najprawdziwszy jaguar! Niestety wszystko trwało dość krótko i nie udało się zrobić zdjęcia. To nie koniec przygody ze zwierzętami, bo później czekają już mniej miłe niespodzianki. Podczas podziwiania wodospadów trzeba być ostrożnym ze względu na wścibskie koati. Potrafią być agresywne, więc lepiej nie wyciągać jedzenia, a jak już to być bardzo czujnym.




Widoki zapierają dech w piersiach. Wodospadów jest kilkaset (od 150 do 300), a ich ilość zależy od stanu wody. Największe mają po 80-90 metrów. Cakowita długość wodospadów to około 2.7km! Przychylamy się do opinii, by najpierw zobaczyć katarakty od strony brazylijskiej, a dopiero potem od strony argentyńskiej. Brazylijska strona oferuje bardziej panoramiczne spojrzenie na wodospady, podczas gdy po stronie argentyńskiej spacerujemy często nad wodospadami, by końcu jako finał zobaczyć słynne Garganta del Diablo (Gardło Diabła).




Ogólnie zobaczenie brazylijskiej strony wodospadów zajmuje jakieś 3-4 godziny. Tutaj praktyczna mapka. Nie ma dużo chodzenia. W penym momencie robi się bardzo mokro i dobrze mieć ze sobą kurtkę p.deszczową lub pelerynę. Można ewentualnie coś zakupić tuż przed krytycznym momentem. Nie warto cwaniakować, bo deszcz jest solidny i gwarantujemy, że będziecie przemoczeni do suchej nitki.




Po nasyceniu zmysłów widokiem wodospadów próbujemy nasze pierwsze empanadas w budce przy wejściu do parku. Potem decydujemy się zobaczyć Parque das Aves, które jest dosłownie po drugiej stronie ulicy. Ktoś miał bardzo dobry pomysł, by tam właśnie ten park zlokalizować. Zwiedzenie parku zajmuje około godziny i w sumie go polecamy, chociaż należy zaznaczyć, że nie jest tanio (około 40-50 zł osoba dorosła). Można z bliska pokazać dzieciakom ptaki Brazylii, jak np. tukany czy wielkie kolorowe papugi. Frajda gwarantowana. Jest też pomieszczenie, gdzie z kolibrami i wielkimi jak dłoń motylami.




Dzień trochę męczący. Z wodospadów autobus wraca około 40 minut. Miejsca oczywiście mało, na szczęście znajdujemy mały kawałek podłogi i dzieciaki zasypiają z głową opartą o plecak. Jutro znowu dzień pełen przygód. Przenosimy się do Argentyny!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz