rotating_baner

wtorek, 31 grudnia 2013

Tam gdzie słońce nie dociera

Tak tutaj jest, jesteśmy już w Singapurze trzy pełne dni i ani przez moment słońce nie wyjrzało zza chmur. Może to też i dobrze bo dzięki temu temperatura powietrza z reguły nie przekracza tu 30 stopni,co jest zbawienne przy panującej tu wysokiej wilgoci. W końcu Singapur leży prawie przy samym równiku. Prawie bo do niego brakuje mu jakieś 100 kilka kilometrów. Dzisiaj i wczoraj kontynuowaliśmy zwiedzanie. Tym po mieście poruszaliśmy się metrem. Szybko, w miarę tanio i zupełnie bezboleśnie. Nie kupowaliśmy karty do metra (ez-link) jak niektórzy polecają bo na te cztery dni jak tu jesteśmy ta karta się kompletnie nie opłaca. Jeździmy na biletach jednorazowych, mają one tylko taką wadę że czasem jest długa kolejka do automatu.
Dalsze zwiedzanie zaczęliśmy od Little India. I tu trochę rozczarowanie, indyjska dzielnica w Georgetown w Malezji miała dużo więcej uroku.



W Little India mieliśmy okazję odwiedzić świątynię Sri Srinivasa Perumal Temple. Ciekawa i nie pobierają opłaty za robienie zdjęć jak np. w świątyni Sri Mariamman w Chinatown.



Tego dnia skusiliśmy się na wyjazd na dach hotelu Marina Bay Sands (tak to ten słynny wielki hotel, wizytówka Singapuru) , aby obejrzeć panoramę miasta z góry. Bilety niestety nie są tanie (20 SGD), ale widoki potem rekompensują poniesione straty w portfelu.



Potem jeszcze rzut oka na katedrę Św. Andrzeja.



Wizyta w Muzeum Narodowym, z którego zdjęć niestety nie mamy, ale jest warte zobaczenia i powrót do hotelu. Resztę opiszemy następnym razem, bo trzeba pędzić właśnie witać Nowy Rok. Jutro natomiast żegnamy Singapur i o 13:20 lecimy do stolicy Kambodży Phnom Penh.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza