rotating_baner

wtorek, 14 stycznia 2014

Z wizytą na wsi

Dzisiaj miała być pływająca wioska w pobliżu Siem Reap w planach i była chociaż mamy co do tej wycieczki bardzo mieszane uczucia. No wiadomo czasem można się miło zaskoczyć, a czasem wprost przeciwnie. Postanowiliśmy sami sobie ten wyjazd zorganizować. Zaleta taka, że załatwiliśmy wszystko w około 3 godziny. Wada no wyszło dość drogo. 10$ tuk tuk, który nas tam zawiózł i czekał na nas. Do tego bilety na łódkę 20$ od osoby plus 3$ od osoby opłaty za wstęp do wioski. Co było fajne to to, że mieliśmy łódkę z przewodnikiem tylko dla siebie.



Sama wioska ciekawa. Pomimo ogromnego natłoku turystycznych łódek życie tam toczy się normalnie. Dzieci uczą się w szkole, rybacy wypływają na połów. Krótko mówiąc kilka scenek napewno każdy turysta zobaczy.



Oto pływająca szkoła katolicka.



Jest też i świątynia buddyjska.



Nie brakuje też pływającego posterunku policji.



Niestety wycieczki do tej wioski mają i ciemną stronę. Natłok turystów powoduje, iż dla niektórych mieszkańców żebranie stało się sposobem na życie. Mogą do nas podpłynąć dzieci (w dużych miskach) prosząc o dolara. Są też i kobiety z małymi dziećmi na łódkach.



Jednak to co nas najbardziej zniesmaczyło to naciąganie na kupno ryżu dla dzieci. Przez całą drogę nasz przewodnik mówił jak to im źle w tej wiosce. Najlepiej by było jakbyśmy wspomogli szkołę. Pod koniec zapłyneliśmy do sklepu naprzeciwko szkoły gdzie mogliśmy kupić ryż. Nie pytaliśmy o cenę, ale z relacji wiemy, że chcą 50$ za worek 50kg ryżu. Cena pewnie kilka razy większa niż cena rynkowa. 3 zł za kg to nawet w Polsce taki drogi ryż nie jest, a jesteśmy przecież w kraju gdzie głównie uprawia się to zboże. Suma sumarum może i jest tak, że ten ryż trafia do tych dzieci, a może wraca wieczorem znowu na półkę do tego samego sklepu. Tego nie wiemy. Za to niejako przy okazji mieliśmy okazję zobaczyć jak dzieci w szkole jedzą posiłek. Uczniowie już tak przywykli do turystów, że kompletnie nie zwracali na nas uwagi.



Bardziej autentyczne pływające wioski są trochę dalej od Siem Reap. Jak ktoś ma więcej czasu, bo to już dłuższa wyprawa jest to tam rekomendujemy pojechać, a nie zawracać sobie głowę turystyczną szopką przy Siem Reap.
W druga połowa dnia była już bardziej udana. Wybraliśmy się do Siem Reap National Museum. Niech nazwa nie zmyli, muzeum jest prywatnym przedsięwzięciem. Nie oznacza to jednak, że nie warto tam się wybrać. Warto i to jak najbardziej. Łukasz jak przystało na grzecznego syna zaraz na początku ładnie zasnął i pozwolił rodzicom w spokoju zapoznać się z kulturą i historią kmerskiej cywilizacji. Muzeum jest dobrze opisane, dostępny jest również audio przewodnik. Dobra propozycja by uzupełnić wiedzę o budowniczych świątyń. Jutro 12:15 żegnamy Siem Reap i Kambodżę i wylatujemy do Bangkoku. To oznacza, że nasza 12 tygodniowa podróż po Azji powoli dobiega końca. Coraz częściej o tym mówimy, chyba ciężko nam się jest oswoić z tą myślą. W Bangkoku trwa blokada miasta przez protestujących domagających się zmiany rządu. Z tego powodu nie mamy rezerwacji hotelu. Myślimy, że sytuacja wyjaśni się na miejscu jutro i od taksówkarzy na lotnisku dowiemy się gdzie można bez obaw przenocować.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza