rotating_baner

środa, 9 listopada 2016

Podsumowanie cz. 2

Przed nami druga część podsumowania naszej 5-miesięcznej podróży "życia" na Antypody. Tym razem skupimy się na przygotowaniach, przewodnikach, ubezpieczeniach i dostępie do gotówki. Wpis wyszedł znowu tak duży i spraw uzbierało się tyle, że z pewnością będzie jeszcze część trzecia podsumowania. Jak widać zrobił nam się lekki wieloodcinkowy serial. Ale to chyba dobrze, co?

Poprzednią część z podsumowania znajdziecie tutaj: Podsumowanie cz. 1

Przygotowania - co zabrać



W ferworze pakowania, dzień czy dwa przed wyjazdem.


Dylemat co zabrać na długi wyjazd wcale nie jest prosty. Zwłaszcza, że musimy uwzględnić kilka na pierwszy rzut oka nieoczywistych rzeczy jak np. to że maluchy w trakcie wyjazdu rosną. Zatem jeden słuszny komplet ubrań może okazać się niewystarczający. Inną trudną rzeczą była rozpiętość temperatur: od -10 w Warszawie w styczniu, 10 stopni w Nowej Zelandii (tam noce i wieczory nawet w lecie potrafią być chłodne), 20 stopni w Hong Kongu w styczniu, czy w końcu ekstremalne ciepło w Indonezji czy na Fidżi.

To część naszej apteczki. Absolutne minimum to środki opatrunkowe, przeciwgorączkowe i na biegunkę.


Niemałe wyzwanie to również apteczka. No i w końcu wszystko musi się zmieścić w limitowanej przestrzeni bagażowej. Zdecydowaliśmy, że dwa duże plecaki, dwa małe plecaki i torba na kółkach to wszystko co mogliśmy zabrać ze sobą. Cokolwiek więcej i przestalibyśmy być mobilni. Chociaż i z tym wariantem momentami było ciężko. Przed wyjazdem stworzyliśmy pełną listę rzeczy do zabrania, tak by niczego nie zapomnieć. Link poniżej, może komuś się przyda.


LISTA RZECZY DO ZABRANIA NA 5-MIESIĘCZNY WYJAZD Z DWÓJKĄ DZIECI


Przewodniki





Zwykle na wyjazdy zabieramy papierowe wersje przewodników Rough Guides plus elektroniczne wersje (PDF'y) Lonely Planet. Taki zestaw mieliśmy podczas pierwszego wyjazdu z Łukaszem na trzy miesiące do Azji. Papierowe wersje przewodników ważyły około kilograma(!). Tym razem postanowiliśmy nie popełnić tego błędu i zrobiliśmy małą rewolucję, zabraliśmy tylko wersje elektroniczne. Zatem Rough Guides poszły w odstawkę i pojechaliśmy tylko z Lonely Planet. Minus jest taki, że trzeba zawsze mieć ze sobą tablet. PDF jakby nie było jest też mniej wygodny, niż papierowy odpowiednik. Jednak ostatecznie nie było tak źle. Powiemy nawet więcej było całkiem dobrze. Ani razu nie mieliśmy momentu, w którym żałowaliśmy tej decyzji. Nie znaczy to, że pożegnamy się definitywnie z papierem. Na krótkie wyjazdy z pewnością będziemy zabierać 'old skulowe' papierowe przewodniki, ale na długie wypady raczej im podziękujemy.


Ubezpieczenie na życie



Naszym podstawowym ubezpieczeniem była karta Planeta Młodych i Planeta Młodych Plus. Za naprawdę rozsądną kwotę można mieć całkiem niezłe ubezpieczenie. Jest to chyba jedna z najtańszych ofert na rynku, za 150 zł / rok (lub 110 zł jak masz poniżej 39 lat) otrzymujemy ubezpieczenie kosztów leczenia na 60 tyś. euro. Więcej szczegółów na stronie: planetamlodych.pl. A czy to ubezpieczenie działa to jeszcze nie wiemy. Mamy jedną szkodę, która czeka cały czas na zgłoszenie. Musimy się za to zabrać. Planeta Młodych ma jedną wadę. Trzeba mieć minimum 5 lat by do niego przystąpić. Zatem dla dzieci trzeba było obmyślić inny wariant. Tu z pomocą przyszedł nam mBank, który do karty kredytowej za 11.99 zł / miesiąc dodaje ubezpieczenie "Twoje OC i Twoja Podróż". Cena śmieszna, a mamy w pakiecie 100 tyś. zł koszty leczenia czy 200 tyś. zł na transport medyczny. A żeby było ciekawiej ubezpieczenie obejmuje właściciela karty oraz 2 osoby towarzyszące. Minus to ograniczenie, które mówi, że podróż nie może trwać dłużej niż 60 dni.


Nowa Zelandia. Jesteśmy spokojni i wyluzowani, mamy przecież ubezpieczenie :)


Zatem na pozostały okres podróży dla dzieci wykupiliśmy sprawdzone już ubezpieczenie PZU Wojażer. Najdroższy wariant czyli koszty leczenia 200 tyś. zł wychodzi około 300-350 zł / m-c za osobę. Koszmarnie drogo w porównaniu do poprzednich opcji, ale PZU ma jedną istotną zaletę - działa. Pieniądze wypłacane są bardzo szybko od zgłoszenia, a nikt nigdy nie kwestionował ich wypłaty. Mieliśmy szkodę przy pierwszym długim wyjeździe do Azji i nie było problemów. Podobnie po ostatnim wyjeździe, zgłosiliśmy, aż trzy szkody i również nie było z tym najmniejszego problemu.


Ubezpieczenie samochodu



Nowa Zelandia, jak widać miejsca na polu namiotowym nie brakuje.


Firmy zajmujące się wynajmem samochodów mają do perfekcji opanowane wyciąganie dodatkowej kasy od klientów. A to fotelik dla dziecka, a to dodatkowy kierowca, a to ubezpieczenie wkładu własnego. Zwykle to właśnie ten wkład własny, a w zasadzie jego ubezpieczenie potrafi być największym kosztem na jaki może nas narazić korporacja wynajmująca samochody. A wkład własny to nic innego jak kwota do jakiej odpowiadamy z własnej kieszeni w przypadku np. zniszczenia samochodu. W Australii czy Nowej Zelandii excess potrafi być bardzo duży. 2000 AUD to praktycznie minimum. Podczas wypożyczenia samochodu można oczywiście wykupić opcję "zero stress" i się tym nie przejmować tylko, że to już kosztuje i to sporo. Trzeba się przygotować na kwotę 20-30 AUD / dzień!

Nowa Zelandia, Marlborough Sounds


Na szczęście jest na to sposób: insurance4carhire.com. To Firma, która ubezpiecza wkład własny. Ubezpieczenie ważne jest 1 rok i kosztuje "nieduże" pieniądze (w 2016 trzeba było wyłożyć 49,99 funtów brytyjskich) w porównaniu do tego ile by nas skasowała wypożyczalnia. Ważna uwaga, trzeba sprawdzić wyłączenia, bo to ubezpieczenie np. nie działa na wynajmy dłuższe niż 60 dni czy np. na kampery! Jednak do zwykłego samochodu jest jak znalazł.


Finanse



Też przywozicie banknoty z wojaży? U nas to już obrosło w rytuał.


Jak zapewnić sobie na wyjeździe dostęp do gotówki? Jak tanio wyjmować pieniądze z bankomatu czy jak tanio kupować walutę? Pieniądze to jedna z ważniejszych kwestii podczas wyjazdu. Mieliśmy ze sobą kilka kart płatniczych i kredytowych tak na wszelki wypadek. Kilka razy płaciliśmy kredytówką przy okazji płatności za noclegi np. na booking.com czy Airbnb. Naszą główną kartą jednak była karta rozliczana w dolarach z kantoru internetowego Alior Banku. Walutę praktycznie w każdej chwili można było zakupić przez internet, a sama karta ma bardzo atrakcyjne warunki. Po pierwsze jest przeliczana bezpośrednio z dolarów na pożądaną walutę. Bez przejścia np. przez euro. Tak czasem się może dziać, przy płatnościach kartami rozliczanymi w złotówkach. Wypłacamy np. dolary australijskie, więc transakcja przeliczana jest ze złotówek na dolary czy euro a dopiero potem na właściwą walutę. Jak wiadomo każde przewalutowanie może być dla nas niekorzystne. Akurat w przypadku tej karty nie jest źle, a nawet bardzo dobrze. Kursy przy przeliczaniu są według aktualnych stawek mastercard, alior też nie pobiera prowizji, więc mamy przewalutowania bez kosztów!


A tu opisywana karta Alioru


Wszystkie bezgotówkowe płatności odbywają się bez prowizji. Przy wypłacie z bankomatu pierwsza wypłata w miesiącu jest darmowa, każda kolejna kosztuje nas 9 zł. Czyli nie tak źle zwłaszcza jak zestawimy to np. z kartą debetową mBanku, gdzie na starcie mamy prowizję 3% od każdej wypłaty z bankomatu za granicą(!), a do tego dochodzi jeszcze przewalutowanie i ostatecznie bank zjada nam 5% albo więcej wypłaconej kwoty. Przy małych sumach można machnąć ręką, ale przy większych zaczyna to być duży problem.
Więcej na ten tamat można przeczytać w dobrym artykule w serwisie livesmarter, który mocno polecamy przejrzeć. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza