rotating_baner

wtorek, 19 listopada 2013

+33 w Sukhothai

Taka temperatura to nie jest żadna dla nas nowość, bywało gorzej, np. w Luang Prabang jednego dnia było +37, jednak dzisiaj dała się nam we znaki. Sukhothai, jak wspominaliśmy, to pierwsza stolica Tajlandii. To tutaj narodził się alfabet tajlandzki. Ruiny historycznego miasta Sukhothai zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Historyczny park jest ogromny i na piechotę zwiedzić wszystkie miejsca nie sposób. Dlatego przy wejściu na teren ruin są sporych rozmiarów wypożyczalnie rowerów. I to w sumie jest najwygodniejszy i najlepszy sposób na zapoznanie się ze spuścizną pierwszych władców Tajlandii. No my niestety takiego komfortu nie mieliśmy i park tam i z powrotem przemierzaliśmy na piechotę pchając przed sobą wózek dziecięcy. No i trochę to słońce dało się we znaki. Łukasz w zacienionej budce swojego Maclarena albo oddawał się w objęcia Morefusza albo wcinał kolejnego banana. No właśnie to jego nowa umiejętność. Pożera banany, aż mu się uszy trzęsą i nie trzeba do pomocy wyciągać łyżeczki. Wystarczy 5 zębów. Jeszcze co do parku historycznego, to była bardzo miła odskocznia po głośnym i zatłoczonym Chiang Mai. Największy zabytek starego Sukhothai to Wat Mahathat.



Dzisiaj byli tam jacyś filmowcy. Maluch też tam był i też kręcił, ale palcem w buzi.



Później były inne świątynie, mniejsze i już nie tak imponujące, ale oczywiście warte obejrzenia.



Był też na koniec wielki posąg Buddy, który znajduje się w północnej części parku historycznego.



Jakby się ktoś pytał gdzie jest maluch, to dzisiaj baraszkował między ruinami.



I nasze ulubione zdjęcie z tego dnia pt. "gdzie jest moja kaszka!"

Jutro z rana znowu pobudka, kurs na miasto Ayutthaya, czyli 6 godz. w autobusie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza