rotating_baner

środa, 20 listopada 2013

Ayutthaya pierwsze wrażenia

Ayutthaya to kolejna była stolica Tajlandii założona w 1351 roku . Niegdyś ogromne miasto, w 1685 roku liczyło już milion mieszkańców. Dla porównania było to dwa razy więcej niż ówczesny Londyn. Złupiona w końcu 18 wieku przez birmańczyków popadła w ruinę. Obecnie, podobnie jak Sukhothai, Ayutthaya jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Z Ayutthayą zdążyliśmy się trochę zapoznać. Jak na jedno z ważniejszych turystycznie miejsc w Tajlandii, wyszło słabo. Hotel mamy w porządku, duży pokój, chyba największy w jakim do tej pory spaliśmy. Nocka w Somjai Palace wychodzi za pokój około 45 zł.



Mamy wrażenie, że jest tu trochę więcej śmieci na ulicy, niż w innych miejscach gdzie byliśmy. No i jest też trochę wałęsających się psów. Lekko nam adrenalina skoczyła, jak dzisiaj podczas wieczornego spaceru jednym pieskom wyraźnie się nie spodobało, że niedaleko nich przechodzimy. Poszliśmy szybko w swoją stronę, a pieski w swoją i rozeszło się po kościach. Od tamtej pory trzymamy duży dystans jak jakiś Reksio, zwłaszcza w liczbie większej niż jeden, pojawi się na horyzoncie. Przed zmrokiem udało nam się jeszcze wejść na teren Wat Phra Mahathat. To jedna z ważniejszych świątyń jakie można tutaj zwiedzić. Mieliśmy trochę przedsmak tego co zobaczymy jutro. Ponieważ byliśmy tam o zachodzie słońca, fajnie powychodziły zdjęcia .



Po drodze z ruin odwiedziliśmy jeszcze nocny market z jedzeniem. Było dużo różnych potraw do spróbowania i co chyba nietypowe, było dużo stoisk z czymś słodkim. Z innych ciekawych rzeczy, to były robaki i gotowane w całości wielkie żaby. Nie daliśmy się skusić. Za to sum z rusztu był wyśmienity.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza