rotating_baner

czwartek, 28 listopada 2013

Aż poleje się krew czyli las deszczowy

160 milionów lat, tyle rzekomo liczy las deszczowy w parku narodowym Khao Sok. Dzisiaj z niejakim Sexy Manem (nasz przewodnik) poznawaliśmy go od środka podczas półdniowej wycieczki. Co prawda można też samemu pospacerować po parku nie korzystając z przewodnika, wtedy trochę więcej pieniędzy zostaje w kieszeni, ale nie zobaczy się połowy rzeczy. Z pewnością było warto. Nie widzieliśmy dużych zwierząt, a w parku żyją nawet dzikie słonie, ale za to było mnóstwo małych, łącznie z latającą jaszczurką.



Ścieżki w parku są raczej bardzo łatwe, chociaż przez pewien czas szliśmy lekko błotnistą trasą. Dobrze jest mieć pełne buty, bo na drodze czyha mnóstwo takich oto stworów.



Ta wyglądająca niepozornie pijawka potrafi nieźle dać się we znaki. Mijaliśmy na trasie osoby, które dosłownie broczyły krwią z łydek. A nie idzie tego zatamować, bo pijawki oprócz enzymów przeciwbólowych wstrzykują też takie hamujące krzepliwość. Kilka przynieśliśmy ze sobą nawet do hotelu. Skończyło się w naszym wypadku na jednym "ugryzieniu" przez skarpetę. Cała wycieczka trwała około 4 godzin. Maluch dwa razy zaliczył drzemkę i przez cały sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego.



Jakbyśmy byli kilka tygodni później, to mielibyśmy szansę też zobaczyć największy kwiat świata, który w Tajlandii rośnie tylko w tym parku. Mowa mianowicie o raflezji. Teraz jest za wcześnie, a na dodatek deszczowo od kilku dni co powoduje, że raflezja nie kwitnie. Jutro znowu w drodze, na szczęście jedziemy tylko do Krabi czyli jakieś 2.5 godziny mini busem. Tam zostajemy jedną noc, no chyba że Krabi nas czymś ujmie, wtedy może dłużej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza