rotating_baner

sobota, 30 listopada 2013

Ko Hong i nowa miłość

Narzekaliśmy wczoraj na nasz hotel, a jedno trzeba im na pewno przyznać, jeżeli chodzi o wycieczki zorganizowane, to mają chyba najtańszą ofertę w Krabi. Nasza dzisiejsza była tańsza o około 30% od oferty konkurencji. W programie była wyspa Ko Hong z okolicznymi przyległościami. Bardzo przyjemna wyprawa. Najpierw wpłyneliśmy wąskim wejściem do laguny, gdzie dookoła były skały i mangrowce.



Potem była dłuższa wizyta w bardzo malowniczej zatoczce. Było co oglądać pod wodą, chociaż znowu widoczność bardzo słaba. Może to wina zbyt dużej liczby turystów, których widzieliśmy dość sporo, a może pora roku nie bardzo. W każdym razie, nawet bez zaglądania pod wodę można było poczuć się przez chwilę jak na rajskiej wyspie.



Łukaszowi nastrój wyraźnie też się udzielił, trzeba było go tylko pilnować, żeby w pogoni za przygodą nie wpełzał na głęboką wodę.



Podczas podróży do następnego postoju czyli do Landing Island Łukasz odkrył nową miłość: arbuzy. Chyba ten owoc wejdzie na wyjeździe na stałe do menu. Łukasza nie można było od niego oderwać.



Ostatni postój też bardzo fajny. Plaża w otoczeniu wysokich skał robi niesamowite wrażenie.



Jutro żegnamy Krabi i ruszamy dalej na południe, z powrotem na wyspy. Tym razem naszym celem będzie Ko Jum. Mało turystyczna wyspa, nie ma tam np. bankomatu i w sezonie turystycznym jest nawet jeden policjant. Zobaczymy jak będzie tam z internetem, ale może być ciężko. Nocleg mamy w jednym z nielicznych ośrodków gdzie prąd jest całą dobę, w innych już tak dobrze nie ma i podładować telefon można np. dopiero wieczorem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza