rotating_baner

piątek, 13 grudnia 2013

Na Langkawi

A gdzie tym razem jest maluch? Na Langkawi! Razem z rodzicami poznaje co to za kraj ta Malezja. Jest tu pełno kobiet w hustach, w lokalach nie da się zamówić piwa do obiadu, w sklepach również ciężko o browara. Jak ktoś nie może żyć bez codziennej porcji wieprzowiny to też nie będzie miał tu lekko. W końcu jesteśmy w muzłumańskim kraju. Pokój mamy całkiem przyjemny w Huda Inn. Kilka minut od głównej drogi. Chociaż hotel zaliczył dzisiaj wielkiego minusa, poprosiliśmy rano wychodząc, żeby nam posprzątali pokój (chociażby wyrzucili śmieci), to odmówili tłumacząc, że coś takiego robią co 2-3 dni. Pierwszy raz nam się coś takiego przytrafiło.



Mieszkamy w Patai Cenang przy największej plaży na wyspie. Jest ładnie, są palmy, drobny piasek, są też duże luksusowe resorty. Krótko mówiąc jest ok, chociaż po tym jak byliśmy na Ko Lipe to marnie to wypada w porównaniu. Mamy taką obawę czy teraz jakikolwiek nadmorski kurort nam się spodoba. I jak tu wyjechać nad Bałtyk do Jastrzębiej Góry w przyszłe wakacje?



Dzisiaj mieliśmy wycieczkę do tzw. "cable car" czyli kolejki linowej, która wyjeżdża na wysokość około 700 metrów. Stamtąd rozpościerają się całkiem niezłe wiodoki na dużą część wyspy. Na nasze nieszczęście największa atrakcja, czyli "Sky Bridge", była niestety zamknięta. Chlip, chlip. Na osłodę pozostało nam tylko porobić kilka zdjęć z dystansu. A trzeba przyznać, że jego nietypowa konstrukcja oraz sceneria w jakiej jest położony wywiera wrażenie.



Sama kolejka też bardzo ciekawa, a wjazd bardzo emocjonujący. Co prawda to tylko 700 metrów, ale chwalą się że to najbardziej stromy wjazd kolejką na świecie. Coś w tym jest.



Jeżeli chodzi o jedzenie to jest dobrze, co prawda owoce morza bardzo drogie, ale dania malezyjskie już w lepszych cenach i co ważne jest smacznie. Hitem był nocny targ gdzie za około 2 zł można było dostać podsmażany makaron zawijany w papier :-)



Niewątpliwą atrakcją było też przyglądanie się jak handlarz owoców rozprawia się z Jack Fruit'em. To dla wyjaśnienia olbrzymi, bo dochodzący nawet do 20 kg, owoc. Nawiasem mówiąc bardzo smaczny.


Jutro mamy wykupioną kilku godzinną wycieczkę łodzią po rzece, której brzegi obrasta las mangrowy. A potem zobaczymy, ciągnie nas trochę, żeby już ruszyć stąd na wyspę Penang do Georgetown. Jak tylko zdążymy na wieczorny prom to pewnie tak zrobimy. Jutro się okaże.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza