rotating_baner

czwartek, 5 grudnia 2013

Z wyspy na wyspę

Po czterech nocach na Ko Jum jesteśmy już na Ko Lancie. W ostatnią noc mieliśmy inwazję dzikiego inwentarza w naszym bungalowie. Najpierw coś nam w nocy zjadło pół banana z kiści, którą nieopatrznie zostawiliśmy na podłodze. Jak byliśmy na plaży to dobrało się do arbuza, który leżał na półce. Potem za plecakiem znaleźliśmy wielką ropuchę, która z kolei pożarła ostatnie ciastka Łukasza. Ropucha była ogromna i nawet chętnie pozowała do zdjęć. Nie mamy pojęcia jakim cudem udało się jej wejść. Aż takich dziur to bungalow nie posiadał.



Na końcu jak już kładliśmy się spać to do łazienki wleciał gigantyczny owad podobny do chrząszcza. Z Polski zabraliśmy raida takiego wkładanego do kontaktu i na szczęście tym udało nam się to coś unieszkodliwić. Z ciekawych obserwacji z Ko Jum to obok nas był ośrodek z domkami przy plaży za 20 zł za dobę (to nie pomyłka taka cena faktycznie tam była), co prawda ze wspólną łazienką (ten parawan na zdjęciu poniżej z prawej) niezbyt atrakcyjną, ale cena więcej niż atrakcyjna.



W tym ośrodku można też dobrze i smacznie zjeść za niewielkie pieniądze, jeden problem tylko taki, że pod wieczór komary brutalnie tną i to jakieś takie większe niż zwykle i co ciekawe odporne na DEET. Niestety wygląda na to, że nie mamy szczęścia do pogody. Od tygodnia jest pochmurno, słońce raczej rzadko. Dzisiaj np. prawie cały dzień padał deszcz. Jak jest pochmurno to na plaży nawet nie jest tak źle. Łukasz przynajmniej bez obawy o oparzenie może hasać cały dzień. Dodamy jeszcze, że temperatura powietrza to około 30 stopni, a wody około 28 stopni.



A jak jest na Ko Lancie? Jeżeli chodzi o plaże to są bardzo podobne do tych na Ko Jum. Rano wyglądają ładnie, a wieczorem jak jest odpływ to pokazują się skały.



Różnica jest zasadnicza jeżeli chodzi o infrastrukturę, tutaj co kawałek jest jakiś "beach bar". Głośno to nie jest, ale z pewnością kolorowo, zwłaszcza wieczorem.



Co do noclegu to postanowiliśmy zaszaleć i mamy na trzy noce dużego bungalowa (65 metrów kwadratowych) z wanną z jacuzzi:-). Ogólnie polecamy, hotel nazywa się Khum Laanta Resort. Ceny jak za taki standard umiarkowane. Jedyna wada to taka, że pomimo iż hotel wygląda na mapie, że jest położony blisko plaży to ośrodek od strony morza kończy się ordynarnym płotem i trzeba iść naokoło jakieś 5 minut do upragnionego piasku.





Co będzie dalej zobaczymy, chyba po tych trzech dniach wyniesiemy się 135 km dalej na południe na Ko Lipe i zostaniemy tam do 12 grudnia czyli do końca ważności naszej tajskiej wizy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza