rotating_baner

piątek, 3 stycznia 2014

Phnom Penh

Dwa pełne dni zwiedzania Phnom Penh już za nami. Jutro żegnamy stolicę Kambodży i ruszamy na południe do nadmorskiej miejscowości Kep. Na razie o Kambodży możemy powiedzieć, że jest tutaj zupełnie inaczej niż w krajach odwiedzonych przez nas poprzednio. Jest zdecydowanie większa bieda. Co rusz ktoś do nas podchodzi i wyciąga rękę po parę groszy. W turystycznych barach też co chwilę ktoś usiłuje nam coś sprzedać. Bardzo często swoje towary oferują dzieci. Jak nawet na azjatyckie standardy jest brudno. Na ulicach zwłaszcza tych bocznych i mniejszych pełno jest śmieci. Inny temat to ruch uliczny. Jak ktoś Wam kiedyś powie, że w Azji w jakimś kraju przechodzi się 5 minut przez ulicę to prawie na pewno miał na myśli Kambodżę. Tutaj przejście na drugą stronę ulicy to poważne przedsięwzięcie. Przez jezdnię prawie non stop sunie nieprzerwany strumień motocykli, rikszy i samochodów. Mieliśmy takie momenty, że po kilku minutach stania ruszaliśmy na drugą stronę z sercem w gardle mając nadzieję, że ta mała wyrwa w ruchu ulicznym pozwoli nam się przedostać. To niewiarygodne, ale ludzie jakoś tu egzystują i to wszystko jakoś funkcjonuje. Po dzisiejszej przejażdżce tuk tukiem poza miasto do Pól Śmierci wiemy, że na drodze obowiązuje jedna reguła: brak reguł.
A co do zwiedzania jest w Phnom Penh? Trochę jest, ale dwa pełne dni w zupełności wystarczą żeby najważniejsze punkty zobaczyć. My zaczęliśmy od Wat Phnom, najstarsza świątynia w mieście. Od niej też wzięła się nazwa miasta.



Bardzo ciekawe jest też Muzeum Narodowe, trochę małe, ale za to bardzo treściwe. Sam budynek muzeum robi duże wrażenie,a w ogrodzie można odsapnąć chwilę po trudach zwiedzania.



Obowiązkowy punkt na mapie turysty w Phnom Penh to z pewnością Pałac Królewski i Srebrna Pogoda. Niestety salę tronową w pałacu ogląda się tylko przez okno (a jest przepiękna), a w Srebrnej Pagodzie nie można robić zdjęć. Sam Pałac Królewski może nie robi takiego wrażenia jak ten w Bangkoku, ale myślimy że nikt zawiedziony stamtąd nie wyjdzie.



Jedną z ciekawszych rzeczy jakie można zobaczyć w Kambodży to pokaz słynnego kmerskiego tańca apsara, gdzie duże znaczenie ma symbolika dłoni. To co tancerki pokazały to wielki szacun. Tego tańca według tego co podaje przewodnik trzeba się uczyć ponad 10 lat. Odnośnie samego pokazu to byliśmy w takim organizowanym w Muzeum Narodowym, cena 14$ od osoby.



Mniej przyjemną atrakcją Phnom Penh są słynne Pola Śmierci czyli miejsce masowych mordów na ludności dokonywanych za czasów krwawych rządów Czerwonych Khmerów. Miejsce bardzo makabryczne chociaż jeszcze bardziej przygnębiające wrażenie robi wizyta w Tuol Sleng czyli więzieniu o kryptonimie S-21, gdzie torturowano i zabijano wrogów reżimu. Szacuje się, że w tym więzieniu i na Polach Śmierci zginęło około 20 tyś. ludzi. Bardzo ciekawy jest fakt, że z ludzi którzy dopuścili się takich potworności mało kto został skazany. Niektórych procesy jeszcze się nie zaczęły. Poniżej stupa z Pól Śmierci zawierająca czaszki pomordowanych oraz ujęcie na fragment S-21.



Za radą przewodnika wybraliśmy się też na krótki rejs o zachodzie słońca po Mekongu. Taka przyjemność 5$, chociaż na nabrzeżu wołali sobie za to 15$. My wykupiliśmy bilety w jakimś biurze turystycznym. Jak widać skorzystanie z usług pośrednika czasem się opłaca.


To by było na tyle jeżeli chodzi Phnom Penh w telegraficznym ujęciu. Jak napisaliśmy jutro z rana czeka nas 3.5h jazdy autobusem do Kep.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza