rotating_baner

wtorek, 7 stycznia 2014

Tam gdzie pieprz rośnie

Kampot słynie z zachowanej kolonialnej architektury, ale słynie również z upraw pieprzu. To właśnie tu uprawia się pieprz uznawany za jeden z najlepszych na świecie. Nie znamy się na pieprzu, ale zarówno w daniach jak i prosto z krzaka smakował wybornie. Wynajętą taksówką odwiedziliśmy taką plantację pieprzu. Miły Pan (chyba właściciel) opowiedział nam trochę jak uprawiają tą przyprawę i na czym polega różnica między pieprzem białym, czarnym i czerwonym. Najdroższy jest właśnie czerwony. W marcu czy kwietniu jak są zbiory to z gron pieprzu wybiera się dojrzałe ziarna czyli te czerwone. Dlatego też jest on droższy bo trzeba to robić ręcznie, ziarnko po ziarnku. To co zostanie czyli zielone ziarna suszy się na słońcu. Dlatego między innymi pieprz z Kampot jest tak ceniony bo nie jest suszony maszynowo. Zielone ziarna podczas suszenia zmieniają kolor na czarny i tak oto powstaje pieprz jaki znamy. Natomiast, aby uzyskać pieprz biały to należy czerwone ziarna włożyć do gorącej kąpieli. To spowoduje, iż odpadnie z nich wierzchnia skórka. To co zostanie suszy się na słońcu podobnie jak czarny pieprz.



W Kampot oprócz krótkiego spaceru po mieście, krótkiego bo raczej niewiele tu jest do oglądania można za 4$ popłynąć na blisko dwu godzinny rejs łódką po rzece o zachodzie słońca. Fajna sprawa, relaksujące. Można wyciągnąć nogi i patrzeć na leniwie przesuwający się krajobraz. To jest naturalnie możliwe o ile oczywiście nie ma się pod opieką 11 miesięcznego łobuza, który co rusz próbuje wejść Ci na głowę lub za wszelką cenę chce koniecznie zobaczyć co jest za burtą.



Na koniec jeszcze kilka zdjęć z Kampotu i okolic. Przy okazji zwiedzania plantacji pieprzu mieliśmy jeszcze małą wycieczkę po innych atrakcjach jak np. jaskinię z małą świątynią z około 8 wieku czy polach solnych.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza