rotating_baner

poniedziałek, 26 maja 2014

Ciepły krokodyl

Rano sprawne pakowanie i jak było umówione o 7:45 gotowi wyczekujemy naszego taksówkarza. Czekamy 15 minut, pół godziny, godzinę i nikt nie przyjeżdża. W końcu pojawia się jakiś gość starym peugeotem i twierdzi że zabierze nas do centrum do swojego kolegi, potem że może do Havany i tam zmienimy samochód na jakiś nowszy z klimatyzacją. Dajemy sobie spokój z tym gościem i mówimy że z nim nie pojedziemy. Po chwili odjeżdża i zamiast niego przyjeżdża inny samochód - co prawda stary amerykański, ale z klimatyzacją. Cena skacze już do 130 cuc. Oczywiście ponownie dziękujemy. Wygląda na to, że ten koleś z którym mieliśmy jechać uzgodnił z nami cenę za przejazd jakby samochodem miały jechać 4 osoby, a że nie znalazł jeszcze dwóch dodatkowych, to nas najzwyczajniej w świecie olał. Dobra rada - od taksówkarza trzeba wziąć numer telefonu, jego dane oraz umówić się o takiej godzinie, że jak nawali to żeby była jakaś alternatywa np. w postaci autobusu.
W końcu jedziemy taksówką z innymi turystami do Havany, gdzie z kolei w ostatniej chwili łapiemy o 13 autobus Viazul do Trinidadu, który zatrzymuje się w Playa Larga. W planach mieliśmy zrobić postój przy hotelu Los Jazmines, gdzie jest niesamowity punkt widokowy z panoramą na okolicę Vinales. Na pocieszenie zostało nam tylko zdjęcie przez szybę taksówki.

W Playa Larga mieliśmy być na 12, a jesteśmy dopiero na 16. Przez taksówkarza krętacza pół dnia w plecy. Podczas jazdy autobusem za oknem obfity deszcz. Pogoda może w ramach przeprosin lituje się nad nami i jak dojeżdżamy na miejsce to przestaje padać. Maluch niestety nie ma litości nad rodzicami i raczy nas urokami choroby lokomocyjnej. Nocleg mamy w Casa Frank. I tutaj ponownie bardzo dobrze trafiamy. Cena 20 cuc za osobny apartament i jak się okaże będzie to nasz najlepszy nocleg pod względem komfortu na podczas całej wizyty na Kubie.
Na kolację postanawiamy spróbować coś nowego: jemy langustę i coś specjalnego. Na stół wjeżdża uwaga - ciepły krokodyl! A wszystko w przyzwoitej cenie czyli 10 cuc za kolację od osoby, w ilości jak to na Kubie czyli nie do przejedzenia. A sam krokodyl smaczny - taki ni to kurczak, ni to świnia.
Playa Larga jest przyjemna, jest tu niezła plaża piaszczysta, woda w niektórych miejscach ma nawet około 33 stopni. Jest kilka restauracji, ale bez szału, bo to raczej mało turystyczne miejsce. Sporym minusem są komary, które uaktywniają się wieczorem. Na szczęście to nie Azja i nie ma co się bać malarii. Co nie znaczy, że nie trzeba się chronić, trzeba i to jak najbardziej, bo co prawda malaria nie występuje, ale ponoć są przypadki dengi. To choroba również roznoszona przez komary z tym, że na dengę jedyne lekarstwo to paracematol, a zachorowanie może skończyć się groźnie.
"Ej co za lipa z tą plażą, miały być palmy a tu jakieś krzaczory"
Jutro nasze pierwsze snorki na Kubie i plażowanie. Dźwigamy w bagażu płetwy i maskę, mamy nadzieję, że nie na darmo.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza