rotating_baner

niedziela, 8 czerwca 2014

Hawana po raz drugi

Znowu sprzeniewierzamy się naszej żelaznej zasadzie, która mówi omijaj taksówkarzy z daleka. Tak postanowiliśmy po tym, jak jeden z nich zrobił nas w przysłowiowego balona w Vinales. Rano w drodze na dworzec dostajemy ofertę podwózki do Havany za cenę biletu autobusowego. Dajemy się skusić i okazuje się, że... nic złego się nie stało. Wszystko poszło dokładnie tak jak ustaliliśmy. Cieszymy się, bo nie dość, że mieliśmy podwózkę pod drzwi noclegu, czyli obyło się bez dodatkowej taksówki z dworca autobusowego, to jeszcze jesteśmy dobre 2 godziny wcześniej niż planowo miał przyjechać autobus. Więcej czasu na eksploracyjne szaleństwo. Hawana urzekła nas i to bardzo kiedy rozpoczynaliśmy podróż po Kubie. Teraz, kiedy jesteśmy tu ponownie przebieramy nóżkami, żeby jak najszybciej wyjść z kwatery i pospacerować ponownie po dzielnicy Havana Vieja. Plan mamy ambitny, nadrabiamy zaległości. Jak widać na pierwszym zdjęciu poniżejm, po mieście trzeba poruszać się wzdłuż budynków. Wąski zacieniony pas daje jakąś szansę przetrwania w tym upale.

Pierwsza rzecz - kupujemy cygara. Całkiem fajny sklep jest zaraz przy placu San Francisco. Jest on państwowy, więc i ceny są większe niż na ulicy, ale za to cygara są pewne i jest tam np. taniej niż w polecanym przez LP sklepie w Santa Clara przy fabryce cygar. Jak się pomęczy sprzedawcę, to okazuje się że sporą część cygar można kupić na sztuki w aluminiowych lub plastikowych opakowaniach. Świetna sprawa na prezent. Kupujemy też dla siebie jedno cygaro z kategorii 'te lepsze', czyli Monte Christo. Będzie czekać na specjalną okazję, wypalimy je jak się nam urodzi nowy kompan (albo towarzyszka) podróży.
A poniżej oto jakie miłe atrakcje czekają nas na placu San Francisco.
Rzut kubańskim kapeluszem od placu San Francisco jest muzeum rumu Havana Club. Faktyczna fabryka rumu tej marki jest w innym mieście, więc tutaj można zobaczyć tylko sale mające imitować proces produkcji. Trochę drogo, 7 cuc od osoby, ale na szczęście nie każą sobie płacić za możliwość robienia zdjęć. W cenie na koniec jest degustacja 7 letniego rumu, szkoda, że w ilości raczej śladowej. Przy muzeum jest też sklep z rumem, ceny jak wszędzie. Warto tylko powiedzieć, że do drinków (np. do słynnego mojito), używa się z reguły rumu 3 letniego. Starsze roczniki najlepiej smakują same lub z lodem.
Hawana serwuje nam też małą porażkę. Nie chcą nas z Łukaszem wpuścić do fabryki cygar. Dlaczego nie możemy wejść z małym dzieckiem zwiedzić fabrykę, nie mamy pojęcia. Może chodzi o jakieś względy bezpieczeństwa (zapylenie powietrza), albo może istnieje obawa, że Łukaszowi spodobają się cygara i zacznie się ich domagać, jak tylko wyjdziemy na ulicę. Tego chyba się nie dowiemy. Nie zrażeni tym małym niepowodzeniem idziemy do Muzeum Miasta (Museo de la Ciudad) okupującego zachodnią część Plaza de Armas. Palacio de los Capitanes Generales - tak się nazywa budynek, w którym jest to muzeum. Dawniej siedziba gubernatora hiszpańskiego, potem prezydenta Kuby. Po poprzednich właścicielach zostało kilka imponujących sal na piętrze z oryginalnym wyposażeniem. Może nie jest muzeum "must-see" w Havanie, ale napewno warto tam zajrzeć. Łukaszowi podobało się bardzo.
Przy tym samym placu, przy którym jest Muzeum Miasta, jest też Castillo de la Real Fuerza. Hiszpański fort z 16 wieku. Nas urzekły widoki na zatokę, a Łukasza wielkie modele żaglowców.
Co będziemy robić tego wieczoru wiedzieliśmy już kilka dni wcześniej i żadna siła nie była w stanie tego zmienić. Idziemy na Plaza Vieja, gdzie w chyba jedynym minibrowarze na Kubie Taberna de la Muralla leją doskonałe piwo. Wszystkie Cristale i Bucanero z puszek czy butelek mogą się schować.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza