rotating_baner

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Santiago De Cuba

Dzień zaczynamy od wyjazdu taksówką poza Santiago de Cuba do zamku o bardzo długiej nazwie Castillo de San Pedro de la Roca del Morro. Santiago wielokrotnie było plądrowane przez korsarzy angielskich, francuskich czy holenderskich. By chronić swoje interesy hiszpańska korona decyduje się pod koniec XVII wieku na budowę ogromnego zamku - twierdzy strzegącego wejścia do portu. W końcu na początku 18 wieku udaje się Hiszpanom ukończyć tą imponującą twierdzę. Jest ona obecnie świetnie zachowana i wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Wracając ze zwiedzania twierdzy prosimy, by kierowca zawiózł nas pod Cuartel Moncada. To z kolei inny obowiązkowy punkt, jaki należy zobaczyć w Santiago. W latach 50 znajdował się tutaj skład broni i amunicji. Castro obmyślił plan napaści na ten budynek, by zdobyć broń dla mających się uformować rewolucyjnych oddziałów. I tak 26 lipca 1953 roku Fidel i około 100 rewolucjonistów przystąpiło do ataku na Cuartel Moncada. Na pamiątkę tego wydarzenia ślady po kulach na budynku zostały do dzisiaj. Co prawda najpierw Batista kazał je zagipsować, ale potem Castro jak już został tym słynnym Castro kazał je wydłubać z powrotem. Tak więc dzisiaj budynek wygląda osobliwie.
Z kilku powodów próba zdobycia magazynów broni zakończyła się kompletnym fiaskiem. Wielu atakujących zginęło, a sam Castro został schwytany i wtrącony do więzienia. Kilka lat później objęto go amnestią i wypuszczono na woność. Castro wyjeżdża wtedy z Kuby do Meksyku i tam knuje dalej jak tu zrobić, tym razem skuteczną rewolucję. Jak wiemy z historii knucie wyszło mu na dobre. W muzeum płaci się 5 cuc za możliwość robienia zdjęć. To ogólnie dziwny zwyczaj tutaj w Santiago, w każdym muzeum za możliwość popstrykania aparatem trzeba słono płacić. W Cuartel Moncada szkoda pieniędzy.
Tymczasem obserwujemy życie codzienne w Santiago. O a tu dla przykładu "autobus", ścisk zupełnie jak u nas w Krakowie w 173 relacji Bieżanów Nowy - Azory, tylko chyba lepszy przewiew mają.
A jak się spotka na ulicy takiego oto pana, co ma takie dziwne sztabki czegoś ciemnego, to koniecznie należy kupić. To jest coś jak nasza marmolada, tylko, że o wiele twardszej konsystencji i co najlepsze jest zrobiona z guajawy. Mniam, mniam, palce lizać.
A może mały prezent dla córki na urodziny?
Dzisiaj upał trochę zelżał, zaledwie 35 stopni. To dobry moment na pizzę. Potem udajemy się do muzeum karnawału. Znowu całujemy klamkę - siesta. Pod muzeum spotykamy grajków, tych samych co wczoraj, niestety nie są w komplecie, więc umawiamy się na wieczór.
W końcu jak otwierają muzeum, to okazuje się, że nic specjalnego tam nie ma. Znowu jest opłata za fotografowanie, a w sumie nie bardzo jest co. Ciekawa może być natomiast opcja, na którą niestety nie starcza nam czasu. Mianowicie w tym muzeum codziennie popołudniu organizowane są pokazy występów karnawałowych. Na koniec dnia w końcu grajkowie, z którymi tak długo się umawialiśmy, grają dla nas piosenkę Komandante Che Guevara (posłuchaj na youtube) na kontrabas i gitarę. Potem dołącza jeszcze chłopak z marakasami i dwie panie, które tańczą. Czad.
Początkowo w Santiago mieliśmy zostać trzy noce, ale wszystko co chcieliśmy już zostało "zaliczone". Zatem jutro z rana pakujemy manatki i ruszamy na plażowanie!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz