rotating_baner

poniedziałek, 29 lutego 2016

Milford Sound

Dzisiaj będzie o niezwykłym miejscu. Zaliczane z pewnością jako jedno z najpiękniejszych miejsc w Nowej Zelandii. Przez wielu uważane jako jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na Ziemi. Z pewnością znajdziecie je również na każdej liście 100 czy 1000 miejsc, które należy odwiedzić przed śmiercią. Nawet nazwa tego miejsca sama w sobie jest intrygująca. Poznajcie najładniejszy fiord na swiecie: Milford Sound.
Na początek kilka rad technicznych. Może komuś wybierającemu się, by zobaczyć to cudowne miejsce się przydadzą. Przez wiele lat do Milford Sound nie było drogi lądowej. W końcu budowany przez blisko dwadzieścia lat tunel w 1954 roku połączył Milford Sound z resztą świata. Jedną jedyną drogą jedzie się z Te Anau (ostanie miasto na trasie) blisko 2.5 godziny. Milford Sound zwiedza się z pokładu łodzi. Najtańsze kursy są o 9 rano. Dobry patent to właśnie płynąć takim porannym rejsem, a nocować można na świetnym ostatnim kempingu DOC (Departament Of Conservation) przed Milford, około 1 godziny drogi, cena 6$ od osoby. Widoki niezapomniane.
Rano pobudka i pędzimy na naszą łódkę. Płyniemy z Jucy, bilety kupione przez internet, ale można też na miejscu. Nie było z tym problemów. Inna tania dobra firma to Go Orange. Ich biuro jest w Te Anau i tam można ustrzelić tańsze bilety na poranne albo popołudniowe kursy.
Inna ważna sprawa, o ile nie najważniejsza to wybór dnia na wycieczkę. Milford Sound i okolice to tereny z największą ilością opadów rocznych w Nowej Zelandii. Uznawane za najbardziej wilgotne miejsce nie tylko w Nowej Zelandii, ale także na świecie. Szansa, że trafisz na deszcz wynosi 60%. My opóźniamy wizytę byle tylko trafić w okienko pogodowe. Początek nie najlepszy. Wszystko spowite nisko leżącymi chmurami. Nosy mamy spuszczone na kwitnę, nie tak to miało wyglądać. Po głowie nawet chodzą myśli czy nie płynąć jeszcze raz następnym rejsem.
Ku naszej radości jednak z minuty na minuty robi się coraz lepiej. Chmury powoli, powoli podnoszą się i zanikają. W tzw. międzyczasie podpływamy pod wodospad. Aparat lepiej szybko schować, bo woda wlewa się na pokład.
Z atrakcji jest też skała z kolonią fok.
W końcu kiedy już kierujemy się w stronę przystani prawie wszystkie chmury idą precz, a Milford Sound pokazuje się nam w pełnej krasie. Dla takiego widoku warto było przesiedzieć blisko 20 godzin w samolocie, a potem niezliczone godziny w samochodzie. Miłego oglądania zdjęć.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza