rotating_baner

niedziela, 7 października 2018

Paryż na rozgrzewkę

I jest, w końcu wyruszyliśmy w trzecią wyprawę. Wyjazdem z racji długości, bo to przecież prawie 3 miesiące nazwać już nie wypada. Początek wcale nie łatwy i trochę strach nas oblatuje, bo to zaledwie wylot do Paryża, a co to będzie dalej. Zwykle z Krakowa, jakoś tak się utarlo, iż wylatujemy Ryanairem, tym razem jednak mała odmiana do Paryża zabiera nas EasyJet. I w sumie byłoby nawet na plus gdyby EasyJet nie zafundował nam 50 minutowego opóźnienia, które w większości spędzamy zamknięci w autobusie tuż przy samym samolocie. Za to fotele zdecydowanie lepsze niż w Ryanair, tak więc jak na razie jest remis.






W Paryżu zanim dotrzemy w końcu na kwaterę po bagatela 9 godzinach czeka nas jeszcze nierówna walka z niespodziankami paryskiego metra. I tu w zasadzie śmiało możemy powiedzieć, iż z 5 sztukami bagażu, wózkiem i 3 dzieci bez pomocy 5 lub 6 przypadkowych przechodniów nie da się przejść przez bramki do linii metra numer 2 z dworca Gare du Nord. Serio, gdyby nie przypadkowi pomocni ludzie do dzisiaj tkwiłbym zaklinowany w drugiej od lewej bramce. Czas na przejście od momentu skasowania biletu do zamknięcia bramki wynosi 1.5[s], zważywszy na to, że na plecach masz 23 kilowy plecak, który ledwo się mieści w szerokości bramki, przed sobą złożony wózek lub inną torbę przejście w tym czasie nie jest absolutnie możliwe. Dlatego w Paryżu, tak sobie myślimy, nie ma otyłych ludzi, wszyscy zostali na bramce do metra.




Co do miasta to powoli "zaliczamy" tzw. highlighty. Oczywiście naszym tempem i na tyle na ile można z 3 dzieci, z których wszystkie które już potrafią mówić to jęczą "jak długo jeszcze?" oraz "zmęczony jestem, chcę usiąść". Opisów zabytków Paryża jest całe mnóstwo na sieci i do nich wszystkich ciekawych odsyłamy. My natomiast możemy podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami.
  • autobusy są zatłoczone i zdarzyło nam się nie wsiąść do jednego, bo zwyczajnie z wózkiem już się nie zmieściliśmy
  • wszędzie jest pełno ludzi, a turyści to zmora Paryża (do każdej atrakcji trzeba stać w kolejce)
  • bagietki są super
  • sery jeszcze lepsze
  • bagietka z serem to idealne połączenie
  • do Notre Dame faktycznie była kolejka, ale nie staliśmy dłużej niż 10 minut, a nawet gdyby trzeba było dłużej, to i tak warto
  • do Luwru jest kolejka, której nie sposób objąć rozumem - taka długa, zatem bez biletu internetowego ani rusz
  • atrakcje w samym centrum są dość blisko siebie, nie trzeba jeździć metrem
  • do niektórych sklepów są kolejki (dziwne to trochę, ale pewnie to wynika z ekskluzywności tychże)
  • nie jest prawdą, że bez znajomości francuskiego ani rusz w Paryżu
  • fajna jest sieć restauracji Flunch (wskazówkę mamy z kasai.eu, dzięki!), można najeść się do syta
  • zdarzają się dziwnie ubrani ludzie, ale nie powinno nas to dziwić, w końcu jesteśmy w stolicy mody (można śmiać się pod nosem, byleby dyskretnie)




  • I na koniec jeszcze nasze ulubione zdjęcie z przypadkowego palcu zabaw, gdzie znaleźliśmy bujak wprost idealny dla naszej trójki.

    Brak komentarzy:

    Publikowanie komentarza